Home Broker ujawnia sprzedaż kredytów: 1,4 mld zł w 2010 roku – Informacja prasowa

W 2010 roku Home Broker pośredniczył w udzieleniu kredytów na kwotę 1,4 mld zł. Większość klientów, którzy kupują nieruchomość za pośrednictwem Home Brokera korzysta też z doradztwa przy wyborze finansowania. Podstawowa działalność Home Broker, jaką jest doradztwo przy zakupie i sprzedaży nieruchomości, została wzbogacona rok temu o usługę finansowania. W styczniu przez pośrednika zostały udzielone kredyty o wartości 30 mln zł, a w grudniu sprzedaż wyniosła już 174 mln zł. Daje to sześciokr...

Dzień Otwarty jednego mieszkania

Szczecin od niedawna stał się miastem innowacyjnych rozwiązań dla klientów poszukujących mieszkań. W ciągu ostatnich kilku miesięcy przeprowadzone zostały dwie aukcje mieszkań, teraz przyszedł czas na Dzień Otwarty jednego mieszkania na rynku wtórnym. Znane z brytyjskiego rynku nieruchomości promowanie pojedynczych mieszkań znalazło swoje odzwierciedlenie także w Szczecinie. Doradcy ds. nieruchomości podjęli się przygotowania i obsługi otwartej prezentacji nieruchomości na rynku wtórnym – S...

Targi mieszkaniowe w Warszawie i Wrocławiu 4-5 września

targowych, w Warszawie i we Wrocławiu: targi mieszkaniowe tabelaofert.pl oraz Targi Idealny Dom Idealne Wnętrze. To najszersza oferta wystawiennicza z zakresu nieruchomości, projektowania i aranżacji wnętrz organizowana jesienią w stolicy. Home Broker będzie uczestnikiem warsztatów edukacyjnych „Jak mądrze kupić własne M? czyli 4 kąty, rozum piąty.”, na które serdecznie zapraszamy: - W Warszawie, 4 i 5 września o godz: 14:00 ekspert ds. rynku pierwotnego Włodzimierz Wielogórski poprowadzi ...

Zmieniając kredyt możesz zaoszczędzić nawet jedną trzecią

Na odsetkach od kredytu na 300 tys. zł zaciągniętego w 2009 roku można zaoszczędzić nawet 100 tys. zł. Rozwiązaniem jest refinansowanie. Trzeba się tu jednak liczyć z kosztem wcześniejszej spłaty obecnego zadłużenia i zaciągnięcia nowego długu. Przeciętnie cała operacja nie powinna kosztować więcej niż 7 tys. zł, choć w gronie banków można znaleźć też takie, które stronią od opłat. Kryzys finansowy spowodował skokowy wzrost marż kredytów hipotecznych oferowanych przez banki. Podczas gdy przed upadkiem Lehman Brothers można było zadłużyć się w rodzimej walucie z marżą nieprzekraczającą 1%, to już w połowie 2009 roku dochodziły one do 3%. Od końca 2009 roku widoczna jest w tym względzie postępująca poprawa. Może to skłaniać osoby zaciągające kredyt w 2009 roku do refinansowania swojego zadłużenia przy pomocy tańszego kredytu. Podczas gdy w marcu przeciętna marża opiewała na 1,5%, to już w kwietniu było to 1,35%. Gra jest warta świeczki. Gdyby bowiem zaciągnąć na 30 lat kredyt hipoteczny o wartości 300 tys. zł na obecnych zasadach, czyli przy oprocentowaniu na poziomie około 5,5%, to przez cały okres spłaty należałoby oddać do banku przeszło 613 tys. zł. Gdyby marża takiego kredytu była na poziomie z połowy 2009 roku, to do banku trzeba by było oddać około 100 tys. zł więcej. Spłata kosztuje Aby skorzystać z niższej marży należy dokonać refinansowania. W tym celu trzeba zaciągnąć nowy kredyt na spłatę poprzedniego. Problem w tym, że zarówno spłata poprzedniego, jak i zaciągnięcie nowego kredytu może kosztować. Kalkulując korzyści wynikające ze zmiany marży należy te opłaty uwzględnić. Przeważnie im więcej czasu upłynęło od uruchomienia kredytu, tym mniejsza opłata za wcześniejszą spłatę całego zadłużenia. Chcąc w 12 miesiącu spłacić cały kredyt zaciągnięty na 30 lat i kwotę 300 tys. zł trzeba liczyć się z przeciętnym kosztem na poziomie 4,9 tys. zł. W 36 miesiącu opłata jest odrobinę niższa i wynosi średnio 4,5 tys. zł. Po 5 latach od wypłacenia kredytu przeciętna opłata spada do 0,3 tys. zł. Ponadto tak jak w pierwszym roku cztery banki: ING Bank Śląski, mBank, MultiBank i Polbank nie pobiorą opłaty za wcześniejszą, całkowitą spłatę, to już po 5 latach obsługi kredytu jedynie dwa banki chciałyby otrzymać z tego tytułu opłatę. Byłby to PKO BP oraz Getin Noble Bank. W przypadku jednak tego drugiego piąty rok jest ostatnim, w którym pobierana jest opłata za wcześniejszą spłatę. Nowe kredyty także kosztują Zaciągnięcie kredytu jest przeważnie tańsze, niż szybka jego spłata. Obecnie tylko 9 banków pobiera prowizję za udzielenie finansowania. Przeważnie nie przekracza ona 2% kwoty finansowania, choć w MultiBanku i Nordea Banku sięgnąć może odpowiednio 4 i 3%. Gdyby wyciągnąć średnią z kosztu zaciągnięcia kredytu na 300 tys. zł w badanych bankach, to nie przekroczyłby on 2 tys. zł. Nie można też zapomnieć o kosztach niezbędnych do wprowadzenia zmian w księdze wieczystej. Należy bowiem wykreślić z niej dotychczasowe hipoteki i wpisać nową. Wykreślenie hipoteki kosztuje 100 zł, a wpisanie nowej 200 zł. Do lutego br. banki dla zabezpieczenia kredytu ustanawiały dwie hipoteki, obecnie jest to już tylko jeden wpis. W efekcie w większości przypadków chcąc dziś refinansować kredyt będzie trzeba zapłacić za wykreślenie dwóch i wpis jednej hipoteki. Oznacza to dodatkowy koszt na poziomie 400 zł. Za tę czynność należy jeszcze zapłacić podatek PCC. Przy kredycie na 300 tys. zł jest to 319 zł. Mało zachęt dla sprawdzonych kredytobiorców Dziwić też może fakt, że kredyty refinansowe rzadko udzielane są na warunkach bardziej przystępnych niż tradycyjny kredyt hipoteczny. Trzeba bowiem pamiętać, że osoba od dłuższego czasu spłacająca kredyt powinna być przez instytucje finansowe postrzegana jako bardziej wiarygodna. Na lepsze warunki kredytowe można liczyć w Citybank-u, Nordea Banku i PKO BP. W dwóch pierwszych instytucjach różnica w marży w wysokości 0,1 pp. powinna ucieszyć osoby zainteresowane refinansowaniem. PKO BP oferuje im mniejszy bonus w wysokości 0,03 pp. Są także banki, w których kredyty refinansowe obwarowane są wyższą marżą niż tradycyjne. Jest tak w Banku Millennium, HSBC, Invest Banku i Polbanku. Największa różnica występuje w Invest Banku. Kredyt refinansowy udzielany jest tu z marżą 4,6% podczas gdy tradycyjny z marżą 2,8%. Najmniejsza różnica występuje w HSBC. Tutaj kredyt refinansowy udzielany jest z marżą zaledwie o 0,01 pp. wyższą niż tradycyjny.   Bartosz Turek, Magdalena Piórkowska Home Broker

W Europie płaca minimalna daje dwa razy większe mieszkanie

Rząd proponuje, aby płaca minimalna została podniesiona do 1,5 tys. złotych miesięcznie. W dalszym ciągu jest to jednak wynagrodzenie, które w Warszawie uniemożliwia zakup własnego "M". Sytuacja osób z najniższym wynagrodzeniem jest kilkukrotnie lepsza w Belgii, Holandii, Irlandii i Luksemburgu. Gorzej jest na przykład w Wielkiej Brytanii. Płaca minimalna powinna zależeć od efektywności pracownika. Bez wzrostu wydajności trudno osiągnąć wzrost najniższego wynagrodzenia w gospodarce, który nie doprowadzi do spadku zatrudnienia. Może się bowiem okazać, że podniesienie kosztu wynagrodzenia spowoduje, że wybrane stanowiska staną się nierentowne. Sytuacja taka uniemożliwiłaby pracodawcy ich utrzymanie. Tyle mówi teoria ekonomii, co jednak nie pocieszy osób, które otrzymując płacę minimalną nie mogą sobie pozwolić w Polsce na zakup nieruchomości. Stan taki mogłyby poprawić jedynie zmiany systemowe, dzięki którym wspierane byłoby budownictwo mieszkaniowe dla najuboższych. Samo podwyższenie płacy minimalnej może bowiem prowadzić do ograniczenia zatrudnienia lub inflacji. Warto tu także zauważyć, że w takich krajach jak Niemcy, Macedonia czy Cypr płaca minimalna ustalana jest dla wybranych zawodów. Są także kraje, gdzie nie ma płacy minimalnej. Do grona tego należą: Dania, Włochy Szwecja, Islandia, Norwegia, Szwajcaria, Austria, Finlandia. Dwa metry najtańszego mieszkania Gdyby mieszkaniec Warszawy otrzymywał minimalne wynagrodzenie (1386 zł brutto miesięcznie), to rocznie zarobiłby niecałe 12 tys. zł. Dla porównania najtańsze mieszkania w stolicy kosztują blisko 5 tys. zł na m kw. Oznaczałoby to, że osoba zarabiająca ustawowe minimum mogłaby sobie pozwolić na zakup niecałych 3 m kw. taniego lokalu. Niedostępne kredyty hipoteczne Najniższe wynagrodzenie nie otwiera też drzwi większości banków. Przy dochodach netto na poziomie 1 tys. zł, kredytu hipotecznego udzieliłoby tylko 5 banków. Ponadto to w jakim stopniu każda złotówka zarobiona na rękę (netto) przełoży się na kwotę kredytu, zależy od wysokości dochodów. Im są one wyższe, tym złotówka może więcej. Przy wynagrodzeniu na poziomie 1 tys. zł netto można liczyć na około 50 tys. zł kredytu, natomiast osoby zarabiające dziesięciokrotnie więcej mogą pożyczyć trzydzieści razy więcej. Gorsza sytuacja w czterech krajach Mieszkańcy innych krajów europejskich, o ile otrzymują minimalne wynagrodzenie, mogą zazwyczaj pozwolić sobie na obfitsze zakupy na rynku nieruchomości. Metraż jaki mogą oni nabyć za roczną pensję netto jest przeciętnie o 80% większy niż w Polsce. Do porównań przyjęto dane Eurostat o minimalnym wynagrodzeniu brutto i poziomie szacunkowego obciążenia daninami publicznymi (podatki i ZUS) oraz cenami apartamentów w centrach stolic. Wybór padł właśnie na ten segment rynku, ponieważ tylko na tej podstawie można porównywać ceny najbardziej podobnych nieruchomości. Standard mieszkań z segmentu popularnego mogą znacznie różnić się w poszczególnych krajach, podczas gdy apartamenty w centrach powinny charakteryzować się uniwersalną jakością. Przyjmując więc za punkt wyjścia możliwości zakupowe w Polsce, gorszy wynik zanotowały: Bułgaria, Czechy, Wielka Brytania i Rumunia. Podczas gdy w Bułgarii i Rumunii jest to wynik niewysokiego poziomu wynagrodzeń w całej gospodarce, to w przypadku Czech powodem jest niski poziom minimalnego wynagrodzenia, a w Wielkiej Brytanii wysoka cena m kw. apartamentu. Chcąc zamieszkać w apartamencie w centrum Londynu należy wydać na metr blisko 40 tys. zł. Wartość tę zawyża fakt, że londyńskie City jest jednym z najprężniejszych centrów finansowym świata. Znacznie przystępniejsze są ceny nieruchomości w mniejszych miastach, gdzie dom o powierzchni 100 m kw. w zabudowie szeregowej można nabyć za 400 tys. zł. Znacznie więcej w bogatych krajach W większości państw możliwości zakupowe osób osiągających minimalne dochody są podobne do polskich. Do krajów tych należy zaliczyć Słowację, Francję, USA, Grecję, Hiszpanię czy Węgry. W państwach tych za roczną pensję można kupić co najwyżej blisko o połowę więcej niż na rodzinnym rynku. Na znacznie więcej pozwolić sobie mogą mieszkańcy Luksemburga, Malty Holandii i Irlandii. W krajach tych zarabiając minimalne wynagrodzenie można kupić ponad trzykrotnie więcej niż w Polsce. Nie wynika to jedynie z relatywnie wysokiego poziomu najniższego uposażenia. We wspomnianych krajach przeciętne obciążenie daninami publicznymi wynosi jedynie 20%. We wszystkich badanych krajach współczynnik ów wynosi przeciętnie aż 32%. Niekwestionowanym liderem jest Belgia. Minimalne wynagrodzenie w tym kraju pozwala na blisko pięciokrotnie większe zakupy na rynku nieruchomości niż w Polsce. Najniższa płaca wynosi tu blisko 40 tys. zł netto rocznie. Za metr apartamentu w centrum Brukseli wystarczy wydać niecałe 11 tys. zł. Dla porównania w Polce na rękę zarabia się minimum niecałe 12 tys. zł netto. Metr apartamentu w Warszawie kosztuje natomiast 14 tys. zł, czyli znacznie więcej niż w Brukseli.