Pozorna korzyść podatkowa – emerytura z IKZE mniejsza niż z IKE?

Bieżące korzyści podatkowe zachęcają do oszczędzania na emeryturę poprzez IKZE. Niestety konieczność ich zwrotu w przyszłości powoduje, że prywatna emerytura z IKZE może być… o 10 zł niższa o tej z konkurencyjnego programu, czyli z IKE – wskazują szacunki Home Broker i Tax Care. Wraz z nowym rokiem, przyszli emeryci otrzymali nowy instrument i jednocześnie zachętę podatkową do oszczędzania na emeryturę. Do pracowniczych programów emerytalnych (PPE), indywidulanych kont emerytalnych (IKE) w styczniu dołączyły Indywidualne Konta Zabezpieczenia Emerytalnego (IKZE). Zachętą do skorzystania z nowej formy oszczędzania ma być przede wszystkim możliwość odliczenia oszczędzanych kwot od podstawy opodatkowania, dzięki czemu przyszli emeryci mogą odliczyć od podatku nawet około 1,3 tys. zł. Sęk w tym, że korzyść podatkową oszczędzający będzie musiał zwrócić państwu w chwili wypłaty pieniędzy  zgromadzonych w planie emerytalnym. Wpłaty odlicz od podstawy opodatkowania  Zasada jest prosta. Co roku, na indywidualnym koncie zabezpieczenia emerytalnego możemy odłożyć do 4% dochodu brutto osiągniętego w poprzednim roku. Nie może to być jednak więcej niż trzydziestokrotność przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w gospodarce (limit do którego płacimy składki ZUS). W 2012 roku na IKZE możemy maksymalnie odłożyć około czterech tysięcy złotych. Dla osób zarabiających najmniej (nie więcej niż pensja minimalna; na przykład w przypadku pracy na pół etatu), limit wpłat na IKZE został ustalony na poziomie 4% rocznej pensji minimalnej w poprzednim roku. Wpłaty na IKZE można odliczyć od dochodu za rok, w którym były dokonywane. Należy je rozliczyć w zeznaniu składanym za dany rok podatkowy. Wpłaty, które zostaną więc dokonane w 2012 roku można rozliczyć w 2013 składając zeznanie roczne za rok poprzedni. Z ulgi tej skorzystają zarówno osoby opodatkowane na zasadach ogólnych – wg skali podatkowej, jak też te, które wybrały 19-proc. podatek liniowy. Odpisów podatkowych możemy dokonywać co roku, przez cały okres oszczędzania na emeryturę.  …podatek zapłacisz później  Po osiągnięciu wieku emerytalnego będziemy mogli rozpocząć korzystanie ze zgromadzonych przez nas środków. Będziemy mogli je wypłacić albo jednorazowo, albo w ratach, przynajmniej przez 10 lat. Trzeba jednak pamiętać, że podatek dochodowy, który odliczyliśmy na etapie kumulacji środków przyjdzie zapłacić podczas wypłaty, bo te będą traktowane jak standardowy dochód przyszłego emeryta. Zaliczki na podatek pobierze płatnik, czyli instytucja finansowa, która będzie dokonywała wypłat zgromadzonych środków. W przypadku jednorazowej wypłaty pieniędzy zgromadzonych na IKZE zaliczka na podatek może nie zostać pobrana, o ile posiadacz konta złoży taki wniosek. W takiej sytuacji instytucja finansowa jest zobowiązana do końca lutego sporządzić i przekazać oszczędzającemu na IKZE oraz naczelnikowi urzędu skarbowego informacje o dokonanej wypłacie. Ostatecznego rozliczenia podatku dokonamy w zeznaniu rocznym dodając wypłacone w ciągu roku kwoty do dochodu opodatkowanego na zasadach ogólnych. Obecnie jest to 18% do kwoty 85 578 zł (I próg podatkowy) oraz 32% od nadwyżki przekraczającej I próg. Jednak jak faktycznie opodatkowane będą wypłaty nie wiadomo. Do tego czasu przepisy mogą się zmienić kilkakrotnie. W teorii – korzyści równe  Jeśli założymy, że przyszły emeryt zarabia 3,5 tys. brutto i nie zmienia swoich dochodów przez cały okres oszczędzania, rocznie na IKZE będzie mógł przeznaczyć 1680 zł. To oznacza miesięczną składkę w wysokości 140 zł. Dodatkowo, co roku przyszły emeryt otrzyma zwrot podatku w wysokości około 300 zł – zakładamy, że środki te są również inwestowane, ale jako dodatkowe zyski na oddzielnym koncie, bez preferencji podatkowych. Przy założeniu rocznej stopy zwrotu 8%, okresu oszczędzania 20 lat, uda się nam zgromadzić 81,8 tys. zł, oraz dodatkowe 12,9 tys. zł z tytułu inwestowania zwrotu podatku (już po odliczeniu podatku Belki), co łącznie daje nam ponad 94,6 tys. zł oszczędności. Jeśli zdecydujemy się wypłacać kapitał w ratach przez 10 lat, miesięcznie będziemy mogli sobie wypłacić 526 zł brutto z rachunku IKZE oraz niecałe 83 zł z rachunku, na którym gromadziliśmy coroczne zwroty podatkowe (założona dalsza kapitalizacja środków na poziomie 5%). Instytucja wypłacająca dodatkową emeryturę pobierze miesięcznie 94 zł zaliczki na podatek dochodowy, skutkiem czego łączna dodatkowa emerytura wyniesie 514 zł.   A gdybyśmy te same środki co miesiąc przeznaczyli na wpłaty na IKE? Nie otrzymalibyśmy co prawda corocznej preferencji w PIT, ale wypłaty – w przeciwieństwie do IKZE – nie podlegałyby już żadnemu opodatkowaniu (wypłaty środków z IKE są zwolnione z podatku Belki). Ile, przy identycznych założeniach jak powyżej, wyniosłaby nasza prywatna emerytura z IKE? Okazuje się, że 526 zł – czyli o… 10 zł więcej niż w przypadku IKZE.   UWAGA: powyższe obliczenia mają wyłącznie charakter porównawczy; nie uwzględniają ani kosztu pieniądza w czasie, ani inflacji; co więcej założona stopa zwrotu z inwestycji jest stała w czasie i jednakowa dla IKE i IKZE. Tylko niespełna 5% Polaków ma IKE  Indywidualne konta emerytalne istnieją od sześciu lat, ale nie wzbudziły wielkiego zainteresowania przyszłych emerytów. Z pewnością wynika to z faktu, że – jak wskazują dane Home Broker – ponad 80% osób, które powinny oszczędzać dobrowolnie na emeryturę, nie robi tego. Według danych na koniec lipca ub.r. indywidulanych kont emerytalnych było 790 tysięcy, co oznacza, że posiadało je niespełna 5% osób aktywnych zawodowo. Tymczasem przeprowadzona powyżej analiza, a także inne czynniki – przede wszystkim prostota IKE – przemawiają za tym rozwiązaniem względem IKZE. Przede wszystkim, w celu osiągnięcia opisanych wyżej korzyści z oszczędzania na IKZE, przyszli emeryci muszą wykazać się żelazną konsekwencją i inwestować wszystkie osiągnięte korzyści podatkowe. Wystarczy, że oszczędzający nie robiłby tego z aptekarską dokładnością, a korzyści z IKE byłyby jeszcze większe względem IKZE. Poza tym, limity odkładania na IKZE są bardzo niskie. 4% rocznej podstawy obliczania składek na ubezpieczenia społeczne, z narzuconym górnym limitem niewiele przekraczającym 4 tys. zł (który jest dostępny tylko dla najlepiej zarabiających i zatrudnionych na umowach o pracę) to bardzo niewiele. W praktyce, zarabiający przeciętnie „etatowiec” rocznie będzie mógł odłożyć niecałe 1,7 tys. zł. Natomiast przedsiębiorcy, którzy najbardziej potrzebują dodatkowych zabezpieczeń, w 2012 roku na IKZE mogą wpłacić zaledwie 960 zł rocznie. Tymczasem wszyscy przyszli emeryci, niezależnie od osiąganego przez nich dochodu, na IKE mogą odłożyć ponad 10 tys. zł (trzykrotność średniego wynagrodzenia brutto w sektorze przedsiębiorstw w poprzednim roku). Na  IKE można odłożyć więcej  Sprawdziliśmy też, jaką kwotę mogłaby odłożyć w ciągu 20 lat osoba oszczędzająca na IKE i IKZE przy założeniu wykorzystania w pełni rocznych limitów wpłat. Poniższe zestawienie wskazuje, że – bez względu na rodzaj zatrudniania i wysokość dochodów – w przypadku IKE możliwości zgromadzenia dużego kapitału są większe. Przewaga tej formy oszczędzania nad IKZE jest szczególnie widoczna w przypadku przedsiębiorców, którzy mają bardzo niski limit wpłat do tego tupu programów. Dla przyjętych założeń różnica jest ponad dziesięciokrotna (47 tys. zł wobec 515 tys. zł dla IKE), choć oczywiście wynika ona z przyjętego przez nas założenia, że przedsiębiorca jako podstawę naliczenia składek na ubezpieczenie społeczne deklaruje najniższą możliwą kwotę.   IKZE dobre jako uzupełnienie IKE W gruncie rzeczy, powyższe cechy indywidualnych kont zabezpieczenia emerytalnego mogą sprawić, że ten produkt powinien przegrywać w konkurencji z IKE. Nie oznacza to jednak, że nie jest nikomu potrzebny. Wszelkiego rodzaju zachęty do oszczędzania na przyszłą emeryturę są w dzisiejszych czasach niezbędne. Szczególnie, że sytuacja demograficzna nie sprzyja tym, którzy liczą na emeryturę z pierwszego i drugiego filaru. W szczególnej sytuacji są przedsiębiorcy, którzy z uwagi na bardzo niskie świadczenia emerytalne z ZUS i OFE, przede wszystkim powinni myśleć o oszczędzaniu na własną rękę. Dlatego też wydaje się, że IKZE jest dobrym narzędziem dla osób, które już korzystają z IKE, natomiast chcą na cel emerytalny odłożyć więcej. Arkadiusz Rojek, Home Broker Katarzyna Rola-Stężycka, Tax Care

Pług zasypie Ci chodnik – możesz dostać mandat

Jeśli pług odśnieżający drogę zgarnie śnieg na chodnik, który masz obowiązek odśnieżać, możesz dostać 500 zł mandatu. Niestety jeśli przerzucisz ten sam śnieg z powrotem na drogę, tez możesz narazić się na konflikt z prawem. Zgodnie z prawem to na właścicielach nieruchomości ciąży obowiązek odśnieżenia chodników przylegających bezpośrednio do nieruchomości. Gmina może ten obowiązek egzekwować nakładając mandaty, a ponadto gdy ktoś zrobi sobie krzywdę na takim chodniku, o odszkodowanie może pozwać właściciela nieruchomości. Pisaliśmy o tym szerzej 16 stycznia. Co jednak może zrobić właściciel, gdy codziennie pługi odśnieżające drogę przenoszą śnieg na świeżo odśnieżone chodniki przed posesją? W myśl ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach właściciel nie musi odśnieżać, gdy na chodniku przylegającym do nieruchomości dopuszczony jest płatny postój samochodów. Gdy więc gmina pobiera opłaty za parkowanie, sama będzie też musiała uprzątnąć śnieg. Gdy ponadto przed domem znajduje się przystanek autobusowy lub tramwajowy – uprzątnięciem chodnika w jego okolicy powinno zająć się przedsiębiorstwo komunikacyjne. Ustawa o utrzymaniu czystości i porządku w gminach zakłada, że właści...

Deweloper chętnie wpuści na plac budowy żeby sprzedać mieszkanie

Większość deweloperów stwarza nabywcom mieszkań możliwość ich obejrzenia w trakcie budowy, bo to zwiększa szanse sprzedaży. Wchodząc na budowę trzeba jednak pamiętać o zachowaniu szczególnej ostrożności, założeniu kasku czy specjalnej kamizelki i przeciwpoślizgowego obuwia – ostrzega Home Broker. Dla nabywców mieszkań jednym z podstawowych czynników wpływających na decyzję dotyczącą kupna jest możliwość obejrzenia potencjalnego lokalu. Stoją za tym z jednej strony względy praktyczne, czyli ocena jakie są możliwości urządzania mieszkania, ale też względy estetyczne (szczególnie w przypadku lokali już wyposażonych) czy wręcz emocjonalne (w mieszkaniu trzeba się dobrze czuć, żeby mieć ochotę w nim zamieszkać). Jak wynika z doświadczeń doradców Home Broker, zakup mieszkania bez wcześniejszego obejrzenia jest rzadkością. Takie sytuacje zdarzają się wyłącznie w przypadku zakupów inwestycyjnych, zwłaszcza dokonywanych przez osoby, które mieszkają w innym mieście bądź za granicą. Jeśli natomiast mieszkanie kupowane jest na własne potrzeby, nabywca zwykle kilkukrotnie je ogląda zanim dojdzie do podpisania umowy kupna-sprzedaży. Po pierwszym obejrzeniu lokalu, którym kupujących się zainteresował, zwykle chce je zobaczyć po raz drugi żeby utwierdzić się w swoim przekonaniu, a potem jest jeszcze kolejna wizyta żeby dokładnie wymierzyć, sprawdzić czy wstępnie „umeblować”. - Ale zdarzają się też kupujący, którzy ledwo staną w drzwiach i od razu podejmują decyzję na tak. Dotyczy to szczególnie ofert atrakcyjnych pod względem ceny, mieszkań urządzonych ze smakiem albo emocjonalnie nastawionych klientów – mówi Aleksandra Wojdyła, doradca nieruchomości i kierownik jednej z warszawskich placówek Home Broker. O ile obejrzenie mieszkania w przypadku zakupu na rynku wtórnym jest sprawą stosunkowo prostą, to już w przypadku transakcji na rynku pierwotnym może być problemem. Bo po pierwsze gdy nabywca kupuje od dewelopera mieszkanie w budowie, często w ogóle go jeszcze nie ma, a po drugie, nawet gdy już jest, to żeby je obejrzeć trzeba wejść na plac budowy. A to wiąże się z licznymi ograniczeniami. Dlatego Home Broker sprawdził, pod jakimi warunkami i na jakich etapach budowy, deweloperzy zezwalają klientom na obejrzenie mieszkań. Jest to bardzo ważne, bo plany czy wizualizacje lokali przekazywane klientom, zwykle nadmiernie optymistycznie prezentują potencjalne możliwości urządzenia mieszkania. W rzeczywistości pokoje nie są zwykle tak ustawne, żeby zmieścić w nich stół, kanapę i komplet wypoczynkowy, a korytarze tak szerokie, aby ustawić w nich przepastne szafy.Kierownik decyduje o wejściu na budowę Polskie prawo nie zabrania przyszłym nabywcom obejrzenia mieszkania w trakcie budowy. – Aby osoba postronna weszła na teren budowy potrzebne jest jednak spełnienie dwóch warunków. Po pierwsze niezbędne jest zapewnienie odpowiednich środków ochrony indywidualnej, a po drugie zgoda kierownika budowy – wylicza Maria Sosnowska-Mach, biegły sądowy z zakresu BHP. Do środków ochrony indywidualnej zaliczyć należy hełm (zwany potocznie kaskiem), obuwie na antypoślizgowej podeszwie i asystę osoby towarzyszącej, która będzie mogła oprowadzić odwiedzających po terenie budowy.Większość deweloperów może zapraszać Jak to wygląda w praktyce? Choć decyzja o wpuszczeniu nabywców na budowę należy do jej kierownika, to istotne znaczenie ma tu również nastawienie dewelopera. A ten ma zwykle świadomość, że stworzenie klientowi możliwości obejrzenia mieszkania zwiększa prawdopodobieństwo, że zdecyduje się on na zakup. Dlatego większość z przebadanych przez Home Broker firm daje taką szansę potencjalnym nabywcom. Najczęściej więc deweloper współdziała z kierownikiem budowy przy organizacji wizyt na prowadzonej budowie. - Dokładamy wszelkich starań, aby podczas takiej wizyty został zapewniony najwyższy poziom bezpieczeństwa. Zawsze wchodzimy na teren inwestycji pod opieką inżyniera lub kierownika budowy. Zanim rozpocznie się wizyta na budowie inżynier lub kierownik udziela klientom krótkiego szkolenia na temat procedur poruszania się po budowie oraz zachowania ostrożności.- wyjaśnia  Przemysław Stefanowski z firmy PBG Erigo. Budynek przynajmniej w stanie surowym Kwestia etapu prac budowlanych, warunkujących wejście na teren inwestycji jest zróżnicowana wśród deweloperów. Jednakże połowa przebadanych firm deweloperskich, wskazuje, że dopiero w momencie osiągnięcia stanu surowego otwartego lub zamkniętego włącza zielone światło na tego typu wizyty. Jest to zrozumiałe bo wcześniejsze wejście na budowę po prostu nie miałoby sensu, bo i tak możliwe byłoby co najwyżej obejrzenie budynku z zewnątrz. Nowy nabywca nie mógłby ocenić rozkładu lokalu, ani roztaczającego się z okien widoku. Ale nie tylko o to chodzi – osiągnięcie stanu surowego gwarantuje również pewien poziom bezpieczeństwa dla osób przebywających na placu budowy. I tak na przykład na tym etapie budowy na placu nie ma już ciężkiego sprzętu(np. dźwigów) – spełnienie właśnie tego warunku część deweloperów wymienia jako dodatkowe kryterium warunkujące możliwość wejścia na budowę osób „postronnych”.Kask, odpowiednia odzież i obuwie Otwartość kierownika budowy i dewelopera na wizyty na placu budowy to nie wszystko. Kiedy planujemy wejście na teren budowy inwestycji musimy liczyć się z koniecznością założenia kasku i ochronnej kamizelki. Te elementy ochronne  otrzymamy od dewelopera lub kierownika budowy, sami zaś musimy zaopatrzyć się w odpowiednie kryte obuwie na płaskiej podeszwie. - W trakcie wizyty na budowie zapewniamy naszym klientom kaski, kamizelki odblaskowe i okulary ochronne. Równocześnie prosimy ich o wcześniejsze przygotowanie się do wizyty, czyli ubranie obuwia na płaskiej podeszwie i uwzględnienie warunków panujących na budowie pod kątem garderoby, tj. pył, błoto itp.- wyjaśnia Tomasz Sujak, dyrektor ds. handlowych w firmie Archicom.Oświadczenie i ukończone 18 lat Część deweloperów idzie nieco dalej w stawianych ograniczeniach. Kilku nie zezwala na przykład na wprowadzanie na teren budowy  osób, które nie ukończyły 18 roku życia (takie zasady obowiązują w Bouygues Immobilier Polska, EURO STYL i GANT Development). Z kolei firma Ronson Development przed każdą wizytą wymaga wypełnienia specjalnego oświadczenia. Trzeba jednak wspomnieć, że czasem deweloperzy podejmują specjalne działania, które mają ułatwić nabywcom obejrzenie mieszkań i zapoznanie się z inwestycją. Przykładowo, wspomniana już firma Ronson Development w jednej ze swoich szczecińskich inwestycji, której mocną stroną była piękna panorama miasta, przygotowała dla klientów specjalną platformę, umożliwiającą im obejrzenie tej panoramy. - W przypadku projektu Panoramika, specjalnie dla tych, którzy preferują mieszkania na wyższych kondygnacjach, podczas jednych dni otwartych ustawiliśmy kilkunastometrowy podnośnik pozwalający zobaczyć widok z perspektywy różnych pięter budynku.- opowiada Andrzej Gutowski, dyrektor sprzedaży i marketingu Ronson Development. Robert Latuszek, Bartosz Turek Home Broker

Popyt na kamienice pozostaje stabilny

W 2011 roku największą popularnością wśród nabywców mieszkań używanych cieszyła się wielka płyta. W czwartym kwartale coraz niższe ceny mieszkań deweloperskich zmniejszyły jednak popyt na lokale używane. W najmniejszym stopniu spadek ten odczuły kamienice. W 2011 roku w odróżnieniu od 2010 roku największą grupą mieszkań używanych kupionych przez Polaków były lokale w blokach z wielkiej płyty – wynika z danych Home Broker o transakcjach zawieranych w Krakowie, Poznaniu, Trójmieście, Warszawie i Wrocławiu. Mieszkania w betonowych blokach odpowiadały za 39% transakcji. Kolejne (udział w rynku na poziomie 36%) w hierarchii popularności zajęły mieszkania w budynkach wzniesionych z cegły do 2000 roku. W dużym uproszczeniu chodzi o kamienice. Mieszkania współczesne, a więc te które zbudowano po 2000 roku cieszyły się najmniejszą popularnością. Odpowiadały one za co czwartą zawartą transakcję.Kamienice czyli co? Pod nazwą „kamienice” rozumiemy wszelkiego typu budynki wzniesione z cegły do 2000 roku. W tym gronie znajdzie się więc zarówno staromiejska zabudowa krakowska, jak i powojenne budynki zbudowane z cegły na warszawskim Śródmieściu czy Mokotowie. Choć jest to pewne uproszczenie, nie ma innej nazwy, która dobrze charakteryzowałaby ten segment rynku mieszkań używanych....

Banki coraz szybciej udzielają kredytów

Mimo zawirowania związanego z wejściem w życie Rekomendacji SII banki nieznacznie poprawiły szybkość obsługi wniosków kredytowych w IV kwartale ub.r. – wynika z badania przeprowadzonego przez Home Broker. Te, które w końcówce roku - w związku z dobrą ofertą - zostały zasypane wnioskami o kredyty w euro, miały jednak problem z ich szybką obsługą. Home Broker po raz czwarty zapytał doradców o tempo procesowania wniosków kredytowych w poszczególnych bankach. Poprosiliśmy o przyznanie każdemu bankowi oceny „szybki”, „średni” lub „wolny”. W szybkim banku od momentu złożenia wniosku kredytowego, do momentu wypłaty środków mijają najwyżej dwa tygodnie. W banku „średnim” ten sam proces zajmuje od 15 dni do miesiąca, natomiast bank wolny wypłaci kredyt w czasie dłuższym niż miesiąc. Za każdą ocenę „szybki” przyznawaliśmy 3 punkty. „Średni” był premiowany 1 punktem, natomiast ocena „wolny” odbierała bankowi 3 punkty. W kolejnym kroku zsumowaliśmy liczbę punktów zdobytych przez każdy bank, a następnie zważyliśmy ją liczbą ocen przyznanych danemu bankowi. Dzięki temu otrzymany wynik odzwierciedla sprawność procesową banku, ale nie jest obciążony jego popularnością wśród doradców. Na podstawie tak uzyskanej punktacji uszeregowaliśmy banki od najszybszego (największa liczba punktów) do najwolniejszego (najmniejsza liczba punktów). Maksymalnie bank mógł zdobyć 300 punktów. Z kolei najmniejsza liczba punktów to minus 300. W ostatecznym zestawieniu znalazło się 18 banków, które otrzymały największą liczbę ocen.Nietypowe warunki badania – przed Rekomendacją SII Tym razem „ranking szybkości banków” przeprowadzaliśmy w wyjątkowych okolicznościach, które miały bardzo istotny wpływ na otrzymane wyniki. Ocenialiśmy bowiem doświadczenia doradców Home Broker z ostatniego kwartału 2011 roku, czyli okresu poprzedzającego wejście w życie Rekomendacji SII, która zmieniła oblicze rynku kredytów hipotecznych w Polsce. Z uwagi na znaczący spadek dostępności takich kredytów od stycznia, część banków podjęła w IV kwartale wysiłek udzielenia jak największej liczby kredytów na „starych” zasadach. Dotyczy to w szczególności instytucji udzielających na dużą skalę kredytów walutowych, bo te zostały najbardziej ograniczone przez nową rekomendację.Kto miał dobrą ofertę, ten miał kolejkę chętnych po kredyt Banki zmaksymalizowały wysiłki pod koniec 2011 roku na różne sposoby, przede wszystkim wprowadziły atrakcyjną ofertę pod względem marży, zliberalizowały podejście do wyliczania zdolności kredytowej, czy po prostu pracowały na maksimum swoich możliwości. W wielu wypadkach jednak ten ostatni czynnik był niewystarczający, zwłaszcza jeśli bank wprowadził jednocześnie dwa pierwsze. W efekcie, pod koniec roku część instytucji otrzymała tak dużą liczbę wniosków od osób starających się o kredyt, że nie była ich w stanie obsłużyć. Choć trzeba tu jednocześnie zaznaczyć, że już w grudniu duzi gracze na rynku kredytów walutowych zaczęli stopniowo wycofywać się z oferty. Ostatecznie z początkiem tego roku z kredytowania w euro wycofał się Kredyt Bank, w zeszłym tygodniu dołączył do niego DnB Nord, a wcześniej zrobił to PKO BP. Inne od stycznia wyraźnie podniosły marże dla kredytów w walucie europejskiej.Ostatni tym razem są pierwsi Uwzględniając te specyficzne wymagania przy tej publikacji „rankingu szybkości banków” postanowiliśmy odwrócić kolejność banków w zestawieniu – tzn. uhonorować te instytucje, które stworzyły kredytobiorcom możliwość zaciągnięcia kredytu na atrakcyjnych warunkach pod koniec ub.r. W tak przygotowanym rankingu czołowe pozycje zajęły banki, które do ostatniej chwili udzielały kredytów w euro, a w efekcie zapewniły sobie duży ruch i kolejkę wniosków. Mowa tu przede wszystkim o Kredyt Banku, Deutsche Banku czy DnB Nord. Ten ostatni w grudniu nie był już zbyt chętny do udzielania kredytów w euro. Podobnie było z bankiem Nordea, który klientom zainteresowanym finansowaniem w walucie proponował atrakcyjny kredyt w złotych. Na wysokiej pozycji – ze względu na liberalne podejście do wyliczania zdolności i dość atrakcyjną ofertę kredytów w złotych – znalazł się też Bank Pocztowy.Czołówka bez zmian, ale dystans między bankami maleje Ale oczywiście, mimo nietypowych warunków, w jakich prowadziliśmy badanie, trzeba też wspomnieć o drugim końcu rankingu, czyli o bankach, które de facto kredytów udzielały w IV kwartale najszybciej. Czołówka nie zmieniła się tu w porównaniu z wrześniem. Tradycyjnie już najszybszym bankiem według doradców Home Broker jest Pekao SA. Na kolejnych pozycjach znalazły się Getin Noble Bank oraz ING Bank Śląski. Pekao i ING udzielają tylko kredytów złotych, a w GNB mają one dominujący udział. Trzeba jednocześnie zaznaczyć, że dystans między bankami stopniowo maleje. We wrześniu tylko trzy najszybsze instytucje uzyskały ponad 100 punktów. Dane zebrane w styczniu ukazują, że próg ten przekroczyło już osiem banków – co oznacza że w ostatnim kwartale ub.r. pięć banków poprawiło efektywność pracy zespołów analiz kredytowych. Warto pamiętać o jednym – wysoka pozycja Pekao SA wynika przede wszystkim z faktu, że dla kredytów w kwocie do 300 tys. zł (a to nadal zdecydowana większość polskiego rynku) cały proces kredytowy odbywa się w oddziale, a ostateczną decyzję kredytową podejmuje dyrektor oddziału. Widać, że ten model – w odróżnieniu od scentralizowanej formy obsługi wniosków – zdaje egzamin. Nieznaczna poprawa Analizując uzyskane dane i porównując je z wynikami z września można dojść do wniosku, że banki udzielają kredytów nieco szybciej. Przeciętna liczba punktów przypadająca na jeden bank (dokładnie mediana) wzrosła z 41 do 65 punktów. Co więcej, w grupie 50% banków, które otrzymały najwięcej punktów, średni wynik podniósł się ze 141 punktów do 166 punktów. Jak interpretować medianę na poziomie 65 punktów? W uproszczeniu można przyjąć, że mniej więcej dwie trzecie banków udziela kredytów w średnim terminie od dwóch tygodni do miesiąca, a w jednej trzeciej trwa to powyżej miesiąca.       Arkadiusz Rojek, Katarzyna Siwek Home Broker